Nazwa użytkownika Hasło | Rejestracja | Zapomniane hasło

Dzień Regionalizmu

25 września każdego roku nasze stowarzyszenie obchodzi jedno z najważniejszych swoich świąt - Dzień Regionalizmu, ustanowiony 25 września 1994 roku na V Kongresie Regionalnych Towarzystw Kultury we Wrocławiu.

Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Kutnowskiej jest stowarzyszeniem regionalnym, jest członkiem – założycielem Ruchu Stowarzyszeń Regionalnych Rzeczypospolitej Polskiej.

Od prawie 50 lat Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Kutnowskiej działa w regionie, a jego członkowie troszczą się o Ziemię Kutnowską – naszą „małą ojczyznę”.

Maciej Zarębski (lekarz, regionalista, publicysta, pisarz i wydawca, prezes Świętokrzyskiego Towarzystwa Regionalnego) zawsze powtarza „Dla mnie osobiście, mówię to na podstawie blisko 40-letniej działalności w ruchu regionalnym, r e g i o n a l i z m oznacza wszelkie działania mające na celu jak najlepsze poznanie swojej Małej Ojczyzny, po to by jej najpełniej służyć, spowodować by dynamicznie się rozwijała, piękniała i stawała się naszą dumą. To może nastąpić tylko wówczas, gdy będziemy w pełni świadomi swych korzeni, gdy będziemy dobrze znać historię naszego miasta, naszej dzielnicy, dzieje naszej wsi, patrona ulicy, przy której mieszkamy, szkoły, do której chodziliśmy, a także gdy posiadamy wiedzę o naszych przodkach, skąd przybyli, dlaczego wybrali to a nie inne miejsce do zamieszkania, jakie były ich losy oraz gdy potrafimy sensownie opowiedzieć o swoich dziadkach etc.

Dzień regionalizmu jest okazją, by pokazać dorobek naszego stowarzyszenia i spotkać się w gronie Przyjaciół Kutna i Ziemi Kutnowskiej. Zapraszamy wszystkich członków, sympatyków TPZK oraz Mieszkańców Kutna i regionu kutnowskiego do odwiedzenia nas w Dworku Modrzewiowym 28 września 2019 roku (sobota) o godz. 16.oo.

Warto jest uważnie przeczytać niżej zamieszczoną Kartę regionalizmu polskiego. W tym roku minęło 25 lat od uchwalenia Karty, a wciąż trzeba troszczyć się, by jej zasady miały odzwierciedlenie w naszym społecznym życiu…


zarząd TPZK

 

Karta regionalizmu polskiego



uchwalona 25 września 1994 roku na V Kongresie Regionalnych Towarzystw Kultury we Wrocławiu

Dzieje narodu i państwa polskiego kształtowały się pod wpływem różnorodnych czynników. Tym, co sprawia, że czujemy się członkami narodu, jest poczucie wspólnoty terytorialnej, na które składają się: dziedzictwo historyczne, religijne, społeczno-kulturalne, a zwłaszcza język. Świadomość ta budzi się i kształtuje już od dzieciństwa w środowisku rodzinnym i sąsiedzkim. Ten niewielki obszar zajmowany przez społeczność lokalną to "mała ojczyzna". Dla każdego człowieka stanowi ona punkt wyjścia dla formowania się jego postaw.

Dziedzictwo przeszłości i ramy przyrodniczo-geograficzne wpłynęły na ukształtowanie większych wspólnot terytorialnych istniejących w świadomości ludzkiej jako regiony lub ziemie. Cechuje je daleko posunięte ujednolicenie tradycji i podobieństwo doświadczeń historycznych. Związki rodzinne, sąsiedzkie, kręgi koleżeńskie i zawodowe, więzi ekonomiczne i wiedza wyniesiona ze szkoły sprawiają, że człowiek dorosły czuje łączność ze swoim regionem. Więź ta, często nie doceniana, może być ważnym czynnikiem przeobrażeń demokratycznych i społeczno-ekonomicznego rozwoju kraju.

Granice małych ojczyzn i regionów z natury nie są wyraźne, bowiem obok cech kulturowych, ekonomicznych i geograficznych wyróżniających te obszary istnieje znacznie więcej wspólnych więzi łączących je w jedną całość-naród i państwo polskie. To sprawia, że ojczyzna nie jest zwykłą sumą regionów, a regionalizacja nie tylko nie zagraża integralności państwa, lecz sprzyja jej umacnianiu.

Rozwój narodu zależy także od więzi z bliższymi i dalszymi sąsiadami Polski. Istniały one zawsze, przyczyniając się do naszego rozwoju kulturalnego i gospodarczego. Ich podtrzymywanie oraz intensyfikacja ma wpływ na ożywienie ekonomiczne i układanie dobrosąsiedzkich kontaktów międzyludzkich.

Każdy człowiek w różnym stopniu i na różne sposoby uczestniczy w życiu społeczności lokalnej, regionu, kraju, a niekiedy Europy czy świata. Ruch regionalistyczny i samorządowy uaktywnia wszystkie środowiska i wyzwala społecznikowską inicjatywę. Twórcze siły intelektualne, kompetencje i zaangażowanie skupionych w nim ludzi przyczyniają się do budowy społeczeństwa obywatelskiego, upodmiotowionego, zdolnego kształtować nowe

oblicze regionów i kraju. Tworzymy w ten sposób wśród Polaków i mniejszości narodowych postawy obywatelskie i poczucie solidarności z ideą społeczeństwa, w którym wszyscy obywatele, bez względu na pochodzenie etniczne, społeczne oraz wyznawany światopogląd, mają równe prawa i obowiązki, równy start życiowy.

Sukces dokonujących się w kraju przeobrażeń społecznych i politycznych będzie możliwy, jeśli uwzględnione zostaną następujące zasady:

1. Postęp kraju zależy od rozwoju i pomyślności każdego z regionów, zatem polityka preferencyjna wobec któregokolwiek z nich nie jest do przyjęcia, w szczególności nie może być akceptowany centralizm wymuszający koncentrację środków materialnych, kulturalnych itp. Zasada równości nie wyklucza pomocy regionom o trudniejszych warunkach rozwoju ekonomicznego i cywilizacyjnego.

2. Poszczególne regiony powinny móc decydować o swoich wewnętrznych sprawach, dlatego należy zapewnić im najszerszą samorządność na wszystkich szczeblach zarządzania, łącznie z możliwością zapewnienia wpływu na decyzje ogólnokrajowe.

3. Ustalając podziały administracyjne należy brać pod uwagę odrębności regionalne oraz potrzeby i wolę mieszkańców.

4. Do podstawowych zadań dla samorządnych regionów należy racjonalne

wykorzystanie potencjału intelektualnego, zasobów naturalnych, możliwości

ekonomicznych, a także ochrona środowiska przyrodniczego oraz zachowanie i

wzbogacanie dziedzictwa kulturalnego.

5. Istotny czynnik pełnego życia regionalnego stanowią organizacje samorządowe i społeczne, towarzystwa regionalne i twórcze, związki wyznaniowe, fundacje itp. które są partnerami dla władz i instytucji, wspomagającymi je swoją wiedzą o regionie, doświadczeniem i aktywnością w projektowaniu przyszłości.

6. Szczególna rola w podtrzymywaniu i kształtowaniu świadomości lokalnej i regionalnej przypada systemowi edukacji. Programy nauczania szkół wszystkich szczebli powinny szeroko uwzględniać tematykę regionalną.

7. Powinnością środowisk naukowych jest uwzględnianie w szerokim zakresie

problematyki regionalnej.

8. Treści regionalne powinny stanowić istotną część programów działalności instytucji i organizacji życia kulturalnego, w szczególności muzeów, bibliotek i domów kultury.

9. Tradycyjna kultura regionalna wnosi do kultury narodowej, a poprzez nią do

światowej, dziedzictwo polskich wsi i miast. Dbałość o kulturę rodzimą i język ojczysty jest nieodzowna zarówno dla podtrzymania tożsamości regionalnej, jak i narodowej. Zadanie to należy do twórców i animatorów kultury wspieranych przez władze państwowe i samorządowe.

10. Środki masowego przekazu powinny oprócz popularyzacji światowego i

ogólnopolskiego dorobku kulturalnego przybliżać także wartości i dorobek kultury regionów.

11. Ważną rolę w harmonijnym współistnieniu narodu polskiego z sąsiadami spełniają pograniczne obszary współpracy regionalnej. W ich ramach sąsiadujące narody mogą rozwiązywać wspólne problemy, nawiązywać i utrwalać przyjacielskie więzi, oddziaływać swoją kulturą, wspomagać swoje mniejszości narodowe za granicą na zasadzie wzajemności i równych praw.

Losy historyczne sprawiły, że od wieków najwyższą wartością Polaków jest ojczyzna. Wszelkie nasze działania winny jej służyć. Określając zasady regionalizmu polskiego jesteśmy pomni tego, że dobrem nadrzędnym dla nas wszystkich jest Polska.

Wrocław, 25 września 1994 roku

· redakcja dnia wrzesień 22 2019 19:38:23 · Czytaj więcej · 0 komentarzy · 6 czytań · Drukuj

Pocztówki z Kutna

Images: ZAPROSZENIE NA PODSUMOWANIE ZADANIA PUBLICZNEGO POCZTOWKI Z KUTNA 1.jpg

Images: ZAPROSZENIE NA PODSUMOWANIE ZADANIA PUBLICZNEGO POCZTOWKI Z KUTNA 2.jpg

· redakcja dnia wrzesień 22 2019 12:51:25 · Czytaj więcej · 0 komentarzy · 5 czytań · Drukuj

pamiętaj o dr Antonim Troczewskim

Images: ZAPROSZENIE NA OBCHODY ROCZNICY SMIERCI DOKTORA TROCZEWSKIEGO 23 09 2019.jpg

· redakcja dnia wrzesień 18 2019 23:37:47 · Czytaj więcej · 0 komentarzy · 18 czytań · Drukuj

Historia dworku modrzewiowego w oczach szaradzistów

Images: SZARADZISCI SZARADZISCI SZARADZISCI 2.jpg

W niedzielę 15 września grupa uczestników Szaradziarskich Mistrzostw Polski w oczekiwaniu na wyniki, po drugiej rundzie zawodów w rozwiązywaniu zadań organizowanych przez Kutnowski Dom Kultury, odwiedziła dworek modrzewiowy.Gościnny dworek uraczył gości herbatką różaną i opowieścią o historii najstarszego w Kutnie drewnianego obiektu zabytkowego.

Wiceprezes TPZK Barbara Łuczak przedstawiła walory architektoniczne dworku drobnoszlacheckiego z I poł. XIX w. omawiając : portyk kolumnowy, boniowania szalunku fasady polegające na wykonaniu systemu ozdobnych rowków dzielących powierzchnię ścian zewnętrznych na mniejsze elementy, podała wymiary dworku liczone w 1841 r. (32 łokcie długi i 19 łokci szer.) i inne ciekawostki jak jedenastoosiowy budynek z trzema wejściami, amfiladowym układzie pomieszczeń zachowanych do dziś., dokumentach archiwalnych itp.

Dużą ciekawość wzbudziły informacje o dziesięciu właścicielach dworku, ich profesjach, stanach rodzinnych,działalności społecznej.

W 1967 r. dworek wpisany został do rejestru zabytków. Ostatnia właścicielka w 1981 r. zwróciła się do Urzędu Miasta Kutno o wykup od niej dworku, pertraktacje i trzykrotne wyceny trwały do 1987 r.W 2012 r. dzięki środkom z Unii Europejskiej i Urzędu Miasta dworek poddano rewitalizacji.

Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Kutnowskiej na swoją siedzibę w dworku od 1982 r.Dziś obiekt można podziwiać i jako jeden z czterech dworków w Kutnie daje świadectwo naszej historii.

Fotografie ze zbiorów Kutnowskiego Domu Kultury

Barbara Łuczak

Images: SZARADZISCI SZARADZISCI SZARADZISCI 1.jpg

· redakcja dnia wrzesień 18 2019 22:51:44 · Czytaj więcej · 0 komentarzy · 18 czytań · Drukuj

wspominamy weekend pachnący różami

 

 

 

Images: ROZE ROZE ROZE ROZE ROZE ROZE 2.JPG Spóźniona róża kwitnie najczarowniej.


Nigdy się wzrok jej pięknem nie napoi.


Spóźniona róża pachnie najcudowniej


i najrozkoszniej smutne serce koi…


i najzawrotniej zmysły nam odurza


spóźniona róża….


Johann Wolfgang Goethe 1749-1832

 

 

 



Podczas tegorocznego 45 Święta Róży w naszym mieście TPZK prezentowało podczas różanego weekendu 7 i 8 września rękodzieło artystyczne naszych twórczyń: Henryki Dybiec, Agnieszki Wilińskiej i Elżbiety Stadnickiej. Edward Sobczak i Ryszard Narkiewicz wystawili swoje obrazy. We współpracy z Muzeum Regionalnym w Kutnie rzeźbiarze: Józef Stańczyk i Sławomir Suchodolski prowadzili warsztaty dla dzieci. Rzeźby zaprezentowali także Józef Marciniak i Andrzej Wojtczak, a metaloplastykę Jan Wasiak. Wszystkie prace naszych twórców, którzy kultywują przekazywaną z pokolenia na pokolenie ludową tradycję cieszyły się dużym zainteresowaniem zwiedzających.

 

Nasze stoisko z wydawnictwami regionalnymi TPZK przyciągało uwagę mieszkańców Kutna i licznie przybyłych turystów. Zaprezentowaliśmy między innymi: „Kutnowskie Zeszyty Regionalne” „Zarys Historii Żydów Ziemi Kutnowskiej” pocztówki, przedstawiające dawne Kutno, pamiątkowe medale i inne cenne publikacje naszych regionalnych autorów. Chętni mieszkańcy Kutna mogli sprawdzić swoją wiedzę na temat tradycji różanej oraz zapoznać się z biblioteczką różaną, jaką od kilku lat posiada TPZK i którą z roku na rok powiększa… Te działania prowadziliśmy w ramach zadania publicznego pn. „Kochach róże…, kochaj Kutno!” dofinansowanego przez Prezydenta Miasta Kutno.

Dyżury przy stoisku z wydawnictwami pełnili 8 i 9 września nasi członkowie : Barbara Ratajczyk, Halina Reszke, Jolanta Urbaniak, Teresa Jackowska, Krystyna Warcikowska, Danuta Kawka, Bożena Nowogórska, Jadwiga Błaszczyk, Barbara Borcińska, Ewa Grząślewicz, Jadwiga Wiśniewska, Stanisław Wojdecki, Danuta Ujazdowska i Teresa Wiwała i Sławomir Małas.

Członkinie zarządu: Barbara Łuczak, Danuta Ujazdowska, Barbara Borcińska, Ewa Grząślewicz, Julita Szczepankiewicz i Elżbieta Żółtowska wzięły udział w Konferencji Różanej, która odbyła się 7 września 2019 roku w sali widowiskowej KDK. Poświęcona była tematyce różanej, którą już po raz piąty organizowało Kutno - Miasto Róż wraz z Polskim Towarzystwem Różanym. Gościem specjalnym był przybyły z Francji o polskich korzeniach wybitny utalentowany hodowca róż Jacques Mouchotte.

Elżbieta Żółtowska


Images: logo kutno.jpg

· redakcja dnia wrzesień 18 2019 22:44:49 · Czytaj więcej · 0 komentarzy · 19 czytań · Drukuj

Nagroda Starosty Kutnowskiego dla Bożeny Gajewskiej

Ogromnie ucieszyła nas wiadomość, że prezes Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Kutnowskiej, Bożena Gajewska, otrzymała Nagrodę Starosty Kutnowskiego w uznaniu całokształtu działalności w dziedzinie  upowszechnianiu i ochrony kultury. To dla nas, regionalistów, bardzo ważny sygnał, że nasza praca społeczna na rzecz społeczności Kutna i Powiatu Kutnowskiego jest dostrzegana i doceniana.

Dziękujemy!

Przypomnijmy, że w 2003 roku tę samą Nagrodę otrzymało nasze stowarzyszenie w uznaniu całokształtu działalności. Była ona w tym roku przyznawana po raz pierwszy. W 2004 roku Nagrodę Starosty Kutnowskiego „Za Wybitne Dokonania w Kulturze” otrzymał Marek Wójkowski pełniący w tym czasie funkcję prezesa TPZK.

Zarząd i członkowie TPZK

Images: NAGRODA STAROSTY ZA 2018 ROK W UZNANIU CALOKSZTALTU 2.jpg

· redakcja dnia wrzesień 18 2019 22:15:39 · Czytaj więcej · 0 komentarzy · 22 czytań · Drukuj

z wizytą u dr Antoniego Troczewskiego

Images: ZAPROSZENIE NA OBCHODY ROCZNICY SMIERCI DOKTORA TROCZEWSKIEGO 23 09 2019.jpg

· redakcja dnia wrzesień 13 2019 21:19:43 · Czytaj więcej · 0 komentarzy · 46 czytań · Drukuj

ze wspomnień księdza Michała Woźniaka - wrzesień 1939 roku w Kutnie

Druga niedziela wojny, 10 września niemniej była krwawa jak pierwsza. Byliśmy już co prawda nieco przyzwyczajeni do warkotu bombowców i ludzie już się kryli przed bombami, gdzie mogli. Ale niestety, pokazało się, że nie było schronienia. Od godz. 9 rano trwały wybuchy. Sumy nie było, bo nie tylko bomby, ale z karabinu maszynowego strzelano z samolotu. Zabito człowieka przed kościołem. O godz. 11 rzucono bomby na aptekę Chacińskiego. Bomba trafiła w sień domu, gdzie skryło się kilkanaście osób. Kilka osób zostało zabitych. Inne bomby upadły przed magistratem i starostwem. Magistrat zdemolowany już poprawiono. Starostwo do dziś jest w ruinie. Apteka zapaliła się i spłonęła wraz z innymi domami, razem cztery domy.

Około 2 po południu tego dnia, rano dano znać z Przytułku, że jest umierający żołnierz na czerwonkę. Poszedłem przez miasto i widziałem płonące domy, bez żadnego ratunku. Z powrotem szedłem inną drogą, przez Kościuszków do szosy Gostyńskiej. Nadleciał bombowiec. Układłem się w rowie pod krzakiem i tak nade mną przeleciał bardzo nisko, bo dział przeciwlotniczych już nie było w Kutnie.

Jeden z oficerów siedział na plebanii drżąc ze strachu, aż nieprzyjemnie było patrzeć. Zaraz w pierwszych dniach wojny policja nasza prowadziła przez Kutno może z tysiąc Niemców - kolonistów. Jeden z tych niemców zachorował, odłączył się od idących i leżał koło wikariatki na polu plebańskim. Tego samego dnia umarł. Zwróciłem się do magistratu, żeby go pochowali. Ale w magistracie bałagan straszny. Burmistrz Filipowicz uciekł, telefon nieczynny. Zwróciłem się do policji, ta sama historia. Rozstrój ostateczny. Poszedłem osobiście do magistratu i uprosiłem tych, co się tam jeszcze znajdowali z urzędników. Posłali robotników i ci zagrzebali niemca w kupie śmieci, jakie zmieciono z ulicy. Na to nie mogłem się zgodzić. Dałem robotnikom 8 zł. i w nocy, już teraz w trumnie, przenieśli zwłoki na cmentarz ewangelicki. Nie wiedziałem wtedy, to czyniąc, iż w ten sposób uratowałem swe życie. Bo gdy niemcy weszli zaczęło się śledztwo przez Gestapo. Byli u mnie trzy razy. Każdego, kto był zamieszany w tę sprawę, aresztowali. Na podstawie tylko, że ktoś zeznał, jakoby niektórzy odnosili się do tego chorego niemca wrogo. Naszych uchodźców szło tysiące w ostatecznej poniewierce. Umierali albo z wycieńczenia albo od bomb. Staraliśmy się też przychodzić im z pomocą. Często całe podwórze było w nocy zawalone. Pełna też plebania księży. Kilku już tu zostało aż do przyjścia niemców. Potem wrócili do swoich parafii. Ale zdaje się, że byli internowani. Powstały w mieście szpitale. A więc oprócz urzędowego, który wojskowi opuścili i zostały same Szarytki i doktor Perkowicz, jeszcze utworzono w Sierocińcu, w Przytułku, w Gimnazjum, w Koszarach i we wszystkich szkołach. Rannych mieliśmy przeszło sześć tysięcy. Nim niemcy weszli do Kutna pochowaliśmy zabitych trzy tysiące. Ponieważ cmentarz jest już prawie zachowany, więc skierowałem grzebanie na dawnym wojskowym za cmentarzem ewangelickim. Kopano rów głęboki, długi i tak w nocy układano nieboszczyków bez trumien, stopniowo zasypując, w miarę przybywania. Wojskowych staraliśmy się grzebać na naszym cmentarzu. Ale tych było mało, zaledwie kilku. Reszta sami cywilni z rozmaitych stron. Bo zabici Kutnowianie grzebani byli przez rodzinę i spisywane były akty. Tamtych, nie wiemy, kto pochowany i aktów nie było sposobu pisać. Często nie było danych, jak spisać, a więcej jeszcze nie było kiedy. Setkami chowano w nocy i nikt się o to nie troszczył, kto pochowany. Najwięcej bolało to, że ranni umierali bez żadnej pomocy lekarskiej i środków opatrunkowych. Szpital tutejszy wcale nie był przygotowany, ani zaopatrzony w środki opatrunkowe. Dopiero na gwałt coś tam zrobiono, co mogło być dla jednego tysiąca rannych, a tu było sześć tysięcy i zawsze przybywało. Nie było na mieście żadnego komitetu obywatelskiego dla uchodźców i błąkających się żołnierzy naszych. Trzeba było prywatnie ich wspomagać, ale co można było zrobić na taką liczbę?

Proboszcz z Łąkoszyna uciekł. Skrył się gdzieś na drugiej parafii przed bombani. A przecież był pomocniczym kapelanem wojskowym. Upadaliśmy ze zmęczenia, chodząc od szpitala do szpitala. Wreszcie w szpitalu właściwym obsadziłem jednego księdza z poznańskiego. Potem trafił się drugi i zamieszkał wraz z rannymi w Koszarach. Było już nam trochę lżej; ale jeszcze trzeba było mieć pieczę nad sierocińcem i wszystkimi szkołami.

Nadszedł trzeci piątek wojny, okropny 15 września. Bitwa toczyła się naokoło Kutna. Noc z piątku na sobotę była straszna. Całą noc, nie śpiąc, chodziliśmy z kąta w kąt po plebanii, bo nie wiadomo, gdzie uderzy granat. Strzelano z armat ze wszystkich stron. Kule świszczały i ten świst stał się niesamowity w swej grozie, wśród ciemnej nocy. Miasto było jak wymarłe, cisza złowróżbna, bo nie było wiadomo, z której strony wpadnie wojsko i jakie. Tylko wybuchy granatów przerywały tę ciszę, aż wreszcie nad ranem ucichło zupełnie. Gdy się rozwidniło, słychać było jeszcze grzmoty armat, ale juŜ w oddaleniu ku Łowiczowi i kule na miasto już nie padały.

O godz. 9 rano, w sobotę, 16 września , wkroczyło do miasta wojsko niemieckie. Byliśmy tak wyczerpani fizycznie i duchowo, że tę tragiczną chwilę przyjęliśmy z pewną obojętnością.

O godz. 11 rano przyszedł żołnierz, żeby nas zabrać na zakładników. Było nas trzech księży i dwóch kleryków. Więc ja, Ks. Oziębłowski i Ks. Kaczorowski z Poznania. Kleryk z naszego Seminarium Bogdan Szymański i kleryk z gnieźnieńskiego Seminarium Jan Krycki. Padał deszcz. Gdy nas prowadzono na drugi rynek, jakiś żołdak popychał mnie, a raczej szturgał rowerem i coś wrzeszczał. Dopiero ten żołnierz, co nas prowadził obronił mnie. Na rynku wśród deszczu staliśmy zgromadzeni wraz z innymi, w tym było wielu Żydów. Naprzeciw nas ustawiono karabiny maszynowe. Staliśmy przeszło godzinę. Potem zaprowadzono nas do rozbitego magistratu i w gabinecie burmistrza strzegło nas dwóch żołnierzy. Wieczorem zamknięto nas na klucz i żołnierze odeszli. Okna były wybite. Wejrzałem na podwórze i nikogo z wojskowych nie ujrzałem. Kręcili się nasi strażacy. Prosiłem, ażeby zameldowali jakiemu oficerowi, że tu siedzimy od południa i nie wiemy za co. Strażak odpowiedział, że tu nie ma żadnego oficera. Wtedy zaproponowałem strażakowi, aby nam otworzył drzwi. Co też zrobił i poszliśmy do domu.

W domu był straszny lament, bo nie wiedziano, co z nami zrobią. Gdyśmy siedzieli w magistracie, to żołnierze rabowali w plebanii. Wieczorem przyszedł sztab pułku na nocleg. Zjedliśmy kolację wraz z obiadem i ja wcale nie pokazywałem się już niemcom. Ks. Kaczorowski znając niemiecki język z nimi rozmawiał. Pułkownik żalił się do niego, że gospodarz domu nie przywitał go wcale, co mu się jeszcze dotąd nie trafiło. Myślałem jednak, że lepiej się nie pokazywać, bo obłudnym być nie umiem. A przecież wroga trudno witać "hilari vultu". Odtąd zaczęła się nasza niewola, jakże ciężka w swym ogromie rozmaitych udręczeń.

Ponieważ zapisywałem do Kroniki Parafialnej 13 wydarzenia wojenne, więc teraz będę tu tylko przepisywał z tej Kroniki. I tak:

18 września - poniedziałek. Wczoraj o godz. 6 wieczorem przyprowadzili naszych jeńców cywilnych, zebranych z różnych okolic. Kazali otworzyć kościół, choć prosiliśmy, że lepiej byłoby w teatrze lub kinie. Nazłościł się na mnie straszny niemiec i około pięćset osób (sami mężczyźni) wprowadzono na noc do kościoła. Dziś rano ledwie nam pozwolono odprawić Msze św., ale nikogo z miasta do kościoła nie puszczono. Kilku jeńców wyspowiadaliśmy. Kupiliśmy im 14 bochenków chleba, bo więcej nie można było dostać. Część jeńców zwolniono, lecz na ich miejsce przyprowadzają nowych. Ma to być kara, że w niektórych wioskach jakoby strzelano do żołnierzy niemieckich. A to strzelali nasi żołnierze i potem uciekli. Dziś oddaliśmy radio, gdyż za nieoddanie broni i radia grozi śmierć i zburzenie domu.

19 września - wczoraj przyprowadzono jeszcze więcej więźniów cywilnych. Obliczają około trzech tysięcy. Wyniosłem Sanctissimum do zakrystii. Msze św. odprawialiśmy w zakrystii, bo do kościoła wstęp wzbroniony. Hauptmann mówił Ks. Kaczorowskiemu, że bolszewicy wkroczyli na całej długości granicy Polski. Umawiają się już z niemcami o wspólność granicy, a tym samym całkowity rozbiór Polski. Od rządu polskiego miał wyjechać parlamentariusz do Berlina prosić o pokój. Lecz Hitler powiedział, że "za późno". Z Polską stanie się to samo, co z Czechosłowacją. Anglia i Francja jakoby nic więcej nie robią i rychło dojdzie z nimi do porozumienia.

Te wiadomości tak mnie przygnębiły, że choć mam serce zdrowe – odczułem jakby mi chciało pęknąć. Może się martwię jeszcze niepotrzebnie, ale gdy widzi się tę ich potęgę i bezwzględność, prawie okrucieństwo w stosunku do biednej ludności, a znikąd ratunku, ani żadnej dobrej wieści - to człowiek staje się jak to dziecko opuszczone, bezradny i zgnębiony do ostatnich prawie sił. Pozostaje jedynie ufność w Opatrzność Bożą i pomodliwszy się zaczyna człowiek żyć jakby na nowo nadzieją, że przecież chyba Pan Bóg nas nie opuści. Nad wieczorem wczoraj zaczęli pędzić w stronę Poznania. Prawie wszystkie czołgi, jakie szły w sobotę w stronę Warszawy -wracają z powrotem bardzo szybko. Domyślają się, że może front stworzył się nowy ku Poznaniowi i to z pomocą Anglii. - Wody do studni brakuje, a z przeciwka, od Domu Katolickiego, gdzie jest wody pod 13 Kronika, o której mowa, zaginęła. dostatkiem i lepszej, nosić nie pozwalają. Nie puszczają też nikogo do miasta. Zakwaterowało ię znów 6 oficerów w salonie i w pokoju Ks. Oziębłowskiego. W kancelarii siedzą żołnierze, którzy pilnują jeńców w kościele.

21 września - we wtorek wieczór zabrano jeńców z kościoła. Około 300 wywieziono do niemiec, resztę rozpuszczono. Kościół okropnie zanieczyszczony. Cały dzień wczoraj myto. Dziś odprawialiśmy Msze św. w kościele. Ks. Kaczorowski i kleryk Krycki wyjechali do Poznania. Widziałem wczoraj jak prowadzili niemcy bardzo dużo jeńców, naszych żołnierzy. Podobno pod Warszawą cała nasza armia rozbita. Mówią, że to jest koniec Polski. Mój Boże, znikąd pocieszenia. Nic nie wiemy, co się naprawdę dzieje. Rannych naszych żołnierzy i swoich przywożą do Kutna. Tak się tu zadomią jakby na zawsze mieli tu zostać. Na plebanii wojsko, dom tercjarski cały zajęty przez nich. Organista musiał się wyprowadzić. Nawet starą Szymańską, która mieszka w suterenie, wyrzucili. Ks. Pykosz, dyrektor z Gnojna przybył wczoraj wieczorem, bo całe Gnojno zajęto i jemu kazano się wynosić. Będzie tu mieszkał, dopokąd stamtąd nie wyjdą. Pochmurno i zimno. Biedni uchodźcy wracają do swoich domów. Wielu nie zastanie już swego domu. Na przejazd dają przepustki. Mnie i Ks. Oziębłowskiemu też dano, żebyśmy mogli chodzić do szpitali. Okropne kradzieże. Na polu kopią ludzie kartofle i nie można im nic powiedzieć. Nic dziwnego, brak pożywienia.

 

 

 

Ze wspomnień księdza Michała Woźniaka, proboszcza parafii Kutno (opracowanych przez ks. Ludwika Królika).

Bożena Gajewska

 

 

· redakcja dnia wrzesień 13 2019 21:00:27 · Czytaj więcej · 0 komentarzy · 48 czytań · Drukuj

Kulmhof powoli odzyskiwane z niepamięci

Images: WYJAZD EDUKACYJNY DO MUZEUM BYLEGO NIEMIECKIEGO OBOZU ZAGLADY KULMHOF 7.jpg Images: WYJAZD EDUKACYJNY DO MUZEUM BYLEGO NIEMIECKIEGO OBOZU ZAGLADY KULMHOF 3.jpg

10 września 2019 roku, w samo południe rozpoczęła się msza św. pod przewodnictwem ks. bp Wiesława Alojzego Meringa w intencji ofiar obozu. Jak co roku, w Lesie Rzuchowskim zbierają się wszyscy ci, którzy chcą pamiętać o pomordowanych przez hitlerowców Polakach, Żydach, Romach i Sinti. Wcześniej, bo już od 9.oo rano grupa 50 mieszkańców Kutna zwiedzała Muzeum byłego niemieckiego Obozu Zagłady Kulmhof i złożyła wiązanki kwiatów w miejscach pamięci i zapaliła znicze.

Zadziwiające jest, że o miejscu, w którym w czasie II wojny światowej Niemcy wymordowali około 200 tys. osób, gdzie od lat istnieje Muzeum byłego niemieckiego Obozu Zagłady Kulmhof wie tak mało osób. Mieszkańcom naszego miasta TPZK stara się od kilku lat przybliżyć informacje o tym tak ważnym dla nas miejscu – bo to tutaj zostało zamordowanych ponad 7000 mieszkańców Kutna. Dzięki dofinansowaniu Prezydenta Miasta Kutno do projektu pn. „Na krawędzi pamięci…, rzecz o kutnowskich Żydach” co roku około 100 mieszkańców naszego miasta ma możliwość nieodpłatnie zwiedzić Muzeum i oddać hołd pomordowanym.

Dziękujemy niezawodnej Danucie Ujazdowskiej za przewodzenie wyjazdowi edukacyjnemu, a także rodzinom kombatanckim oraz kutnowskim harcerzom za ich obecność.

Bożena Gajewska

Images: WYJAZD EDUKACYJNY DO MUZEUM BYLEGO NIEMIECKIEGO OBOZU ZAGLADY KULMHOF 6.jpg Images: WYJAZD EDUKACYJNY DO MUZEUM BYLEGO NIEMIECKIEGO OBOZU ZAGLADY KULMHOF 2.jpg

Images: WYJAZD EDUKACYJNY DO MUZEUM BYLEGO NIEMIECKIEGO OBOZU ZAGLADY KULMHOF 4.jpg Images: WYJAZD EDUKACYJNY DO MUZEUM BYLEGO NIEMIECKIEGO OBOZU ZAGLADY KULMHOF 5.jpg

 

Patronat nad projektem przyjęli: Prezydent Miasta Kutno, Naczelny Rabin Polski oraz Centrum Dialogu im. Marka Edelmana w Łodzi.

Images: WYJAZD EDUKACYJNY DO MUZEUM BYLEGO NIEMIECKIEGO OBOZU ZAGLADY KULMHOF 1.jpg

Images: logo kutno.jpg

Zadanie publiczne pn. N"a krawędzi pamięci..., rzecz o kutnowskich Żydach" jest współfinansowane przez Prezydenta Miasta Kutno


· redakcja dnia wrzesień 13 2019 19:48:44 · Czytaj więcej · 0 komentarzy · 47 czytań · Drukuj

już jesień...

O tym, że w Kutnie byłoby miło także jesienią napisał Julian Tuwim w wierszu pt. Rzuciłbym to wszystko w 1922 roku.

Skąd on o tym wtedy wiedział ?! Bo przecież Święto Róży sprawiło, że początek jesieni mamy piękny i ciekawy…

Rzuciłbym to wszystko, rzuciłbym od razu,
Osiadłbym jesienią w Kutnie lub Sieradzu.

W Kutnie lub Sieradzu, Rawie lub Łęczycy,
W parterowym domku, przy cichej ulicy.

Byłoby tam ciepło, ciasno, ale miło,
Dużo by się spało, często by się piło.

Tam koguty rankiem na opłotkach pieją,
Tam sąsiedzi dobrzy tyją i głupieją.

Poszedłbym do karczmy, usiadłbym w kąciku,
Po tym, co nie wróci, popłakał po cichu.

Pogadałbym z Tobą przy ampułce wina:
"No i cóż, kochana? Cóż, moja jedyna?

Żal ci zabaw, gwaru, tęskno do stolicy?
Nudzisz się tu pewno w Kutnie lub Łęczycy?"

Nic byś nie odrzekła, nic, moja kochana,
Słuchałabyś wichru w kominie do rana...

I dumała długo w lęku i tęsknicy:
- Czego on tu szuka w Kutnie lub w Łęczycy?

Julian Tuwim (Siódma jesień, 1922 rok)

 

· redakcja dnia wrzesień 09 2019 22:05:59 · Czytaj więcej · 0 komentarzy · 72 czytań · Drukuj

Bitwa nad Bzurą

Images: BITWA NAD BZURA MIEJSKA I POWIATOWA BIBLIOTAKA PUBLICZNA W KUTNIE.jpgW dniach od 9 do 22 września 1939 roku nad Bzurą rozegrała się największa bitwa w czasie Wojny Obronnej Polski 1939. Znana jest jako Bitwa nad Bzurą lub Bitwa pod Kutnem. Została stoczona przez armie polskie "Poznań" i "Pomorze" z niemieckimi 8 i 10 Armią z Grupy Armii "Sud". Polacy zaatakowali Niemców, żeby zatrzymać ich pościg za odradzającymi się we wschodniej Polsce kolejnymi oddziałami armii. Zginęło w niej 15 tysięcy polskich żołnierzy, 50 tysięcy zostało rannych, a 100 tysięcy wzięto do niewoli (wraz z gen. Bortnowskim). Poległo w niej trzech generałów: Franciszek Wład, Stanisław Grzmot-Skotnicki i Mikołaj Bołtuć. Przewaga III Rzeszy zarówno w sprzęcie, jak i w liczebności oddziałów była ogromna. Straty niemieckie szacuje się na 8 tysięcy zabitych oraz kilkadziesiąt zniszczonych czołgów.

Portal https://dzieje.pl/ w 2017 roku zamieścił na swoje stronie wspomnienia por. Józefa Żurka, 108-letniego weterana Bitwy nad Bzurą.

Józef Żurek urodził się w 1909 roku w Gackach (woj. świętokrzyskie), ale już od 2. roku życia mieszkał w Czarnowie. Zasadniczą służbę wojskową odbył w Centrum Wyszkolenia Żandarmerii w Grudziądzu. W sierpniu 1939 roku został wcielony do 4. Dywizji Piechoty w Toruniu i wysłany na front. Jako podoficer wziął udział w Bitwie nad Bzurą. Wzięty do niewoli trafił do obozu jenieckiego na terenie Niemiec. Stamtąd został wysłany do pracy przymusowej w niemieckich gospodarstwach rolnych. Do Polski powrócił transportem w 1946 roku.

Mieliśmy trzy armaty i dwanaście pocisków. Wszyscy chłopcy z mojego oddziału zginęli. Żyję tylko dlatego, że wysłano mnie na zwiad. Dla nas wszystkich było jasne w sierpniu, że wojna się zbliża. Byłem w plutonie żandarmerii wojskowej. Było nas dwudziestu i jeden dowódca. Wszyscy padli pod Bzurą. Przeżyłem tylko ja, gdyż wysłali mnie na zwiad, żebym dowiedział się, czy możemy się przedrzeć do Warszawy. Pojechałem wieczorem. Nad Warszawą była jedna łuna - chaos, krzyk i ogień. Pomyślałem sobie - gdzie my będziemy się pchali jeszcze w ten ogień. Usiadłem na kamieniu przy brzegu, tam stały opuszczone samochody, leżały różne mundury wojskowe. Cywile się poprzebierali i szli do stolicy, żeby pomóc. Wygłodniały, spragniony i "beznadziejny" wrócił nad Bzurę. Tam nie było już jednak jego oddziału. Ta wycieczka uratowała mi życie. Moi koledzy z pola walki zginęli wszyscy razem. Przez nieuwagę. Skryli się w wykrocie po dużej topoli. Myśleli, że tam kula nie przejdzie. Ten wykrot był jednak dawno namierzony przez Niemców. Znali każdy pieniek, każdy dół, każde miejsce po wyrwanym drzewie. Zabili ich wszystkich.

Nasza generalicja igrała sobie z nami. Nie chodziło o życie ludzkie. Przeciwstawialiśmy się mocarstwu, które zawojowało całą Polskę i jeszcze wyznaczyliśmy decydującą bitwę nad Bzurą. Nie mieliśmy nic - trzy armaty i może dwanaście pocisków. Siła wroga była zdecydowanie większa. Człowiek zdesperowany, jak my, nie myślał o niczym innym, jak tylko o powrocie do domu i bezpiecznym kącie. Żeby przeżyć. Nie pamiętam już nazwisk chłopaków z oddziału, nawet nazwiska dowódcy. Byli tam młodzi chłopcy. Wszyscy mieli żony, dziewczyny, często w ciąży, kogoś w domach, kto na nich czekał. Patrzyli cały czas na zdjęcia, które dostali, ruszając na wojnę. Mówiłem im, żeby je schowali i pilnowali, żeby w łeb nie dostać. Nie mijała chwila, a już nie żyli. Nie mogliśmy pomóc nawet rannym. Gdybyśmy tylko wyszli z ukrycia, to od razu byśmy zginęli od kuli. Wielu nie umarło od razu - męczyło się przez wiele godzin i wykrwawiło. Nie miał kto im pomóc. Wysiadłem w Solcu Kujawskim i ruszyłem do Czarnowa. Tutaj była moja matka. Miałem dwóch braci. Wszyscy przeżyliśmy wojnę. Mama nie wiedziała nic a nic o naszym losie w tamtym okresie. Była wojna. Wychodząc z domu pożegnałem się, jakbyśmy widzieli się ostatni raz. Potem cały czas chciałem tylko wydostać się od tych przeklętych Niemców.

Wykorzystano materiały ze strony https://dzieje.pl/aktualnosci/108-letni-weteran-bitwy-nad-bzura-wszyscy-chlopcy-z-mojego-oddzialu-zgineli (Tomasz Więcławski - PAP)

Wykorzystano fotografię  "Tabory Wojska Polskiego rozbite w okolicach Kutna we wrzesniu 1939 roku"   ze zbiorów Miejskiej i powiatowej Biblioteki Publicznej w Kutnie im. Stefana Żeromskiego

Bożena Gajewska

· redakcja dnia wrzesień 09 2019 21:58:38 · Czytaj więcej · 0 komentarzy · 71 czytań · Drukuj

Copyright © 2009 - 2010 by Adam Brzęcki & Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Kutnowskiej.

stat4u Valid XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS!